Posiadł język polski tak, jak się posiada kochankę, gotową na każde skinienie, na śmierć, gdy każesz - na życie, gdy spojrzysz - posiadł i objął ten język magnetyzera cudną potęgą, tak że nie on za jezykiem, ale język za nim goni... - Krasiński o Słowackim

SŁOWACKI (JULIUSZ), syn Euzebiusza...

Lata następne

Nie wiemy, co dodałby do tych słów, gdyby swój życiorys pisał później - może wspomniałby o dłuższym pobycie w Szwajcarii, o wyjeździe do Włoch, Grecji i na Wschód, o epizodzie florenckim. Nie wiemy również, jakich barw użyłby dla opisania dziesięciu tułaczych lat paryskich po powrocie z owego wojażu. A były jeszcze w życiu Słowackiego dwa przedśmiertne przystanki poza granicami Francji: w Poznaniu i we Wrocławiu. W Wielkopolsce doświadczył wrzenia rewolucyjnego, we Wrocławiu spotkał się z matką i być może przeczuwał, że widzi ją po raz ostatni.

Testament

Wspomnieniem matki, Beniowskiego i Balladyny kończył się zapis testamentowy z lutego 1849 roku:

"Nie mam w sprzętach, do czego bym przywykł, a samotność w ostatku chorowitego żywota wszystko mi niemiłym uczyniła. Dlatego nic nie widzę, co bym mógł posłać matce mojej, oprócz czarnej oprawnej Ewangelii, która przez kilka lat ostatnich ciągle przy łóżku leżała, a często przebudzonego w nocy uspokajała; tę Ewangelię, którą teraz całuje, ukochanej matce mojej posyłam. [...]

Co do Najukochańszej Matki mojej, oświadczam, że więcej nad 80000 złotych nad to, co mi ojciec zostawił, wybrałem i przez ciąg mojego długiego wygnania obróciłem na moje potrzeby, żadnych więc ku niej pretensji nie mają rościć krewni moi lub imiennicy. [...] Więcej bowiem uczyniła dla mnie, niż była powinna, oddała wszystko i swoimi po rodzicach pieniędzmi wspierała mnie, najlepsza i najszlachetniejsza...

Beniowskiego poprawić według egzemplarza u mnie będącego. Balladynę podług manuskryptu."

Śmierć

Śmierć nastąpiła w Paryżu, we wtorek, dnia 3 kwietnia 1849 roku. "Na pogrzebie 30 było ziomków - pisał do Stanisława Egberta Koźmiana nieobecny wówczas we Francji Zygmunt Krasiński - nikt głosu nie zabrał, nikt nie uczcił choćby słowem jednym pamięci największego mistrza rymów polskich." A w liście do innego adresata dodawał: "Zresztą mów nie trzeba człowiekowi, którego imię przetrwa dopóki języka polskiego stanie."

Źródło: Juliusz Słowacki. Wiersze i poematy, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1993, s. 415 - 416.

1    2